lubię dzieci w wieku szkolnym. najlepsze są takie, które są już zręczne manualnie, pewne swoich umiejętności, ale jeszcze zbyt młode, żeby nadmiernie pyskować… z tym ostatnim radzę sobie lepiej lub gorzej kreując w razie potrzeby, wizerunek jędzy:)
ale do rzeczy: Siostrzane Młode nadal pozostają pod moją opieką, co ma swoje zalety. dzięki temu, pod płaszczykiem kreatywnego spędzania czasu z dziećmi , nieźle się bawię w robienie przeróżnych rzeczy własnoręcznie. i co najlepsze- nie prowokuję przy tym kolejnych komentarzy typu: tobie to się chyba nudzi w domu.. albo - czy to się opłaca robić - przecież pełno tego w sklepach leży?
opłaca się lub nie – nie zastanawiam się nad tym – za wszystko można zapłacić, jak mówią w reklamie, ale fun – rzecz bezcenna:)
i tak powstało to:
w produkcję zaangażowani zostali wszyscy- od najstarszego do najmłodszego , tylko pies nie pomagał, no i rybki… kot sprawował urząd kontroli jakości (żeby nie było, że o nim zapomniałam)
i teraz pojawia się pytanie – a cóż to do licha ciężkiego jest? kto wie?
może to i nie na temat…. z pewnością nie pasuje do bloga dziewiarskiego… przyjmijmy więc, że trenuję sztukę prezentacji…
